Pewnego wiosennego dnia Kamikazię obudziła Jade, która wpadła do jej śnieżnobiałego pokoju wypełnionego plakatami Księżniczki Celestii i wrzasnęła głośno. Kazia spadła ze swojego wygodnego łóżka na ziemię, gdzie obok spał jej pies. Wabił się on Krecio. Był to czarny labrador z obrożą w czaszki. Dywan wyryła tam kiedyś napis ,,ALEX RZĄDZI". Właścicielka psa nie była zadowolona i zaczęła gonić Dywana po całym domu, a trzeba było przyznać, że nie był mały. Dziewczyna o czerwonych włosach podniosła się z ziemi i spojrzałą groźnie na podekscytowaną Jade.
- Co się stało? Dywan znowu się pali? - spytała otrzepując swoją czarną piżamę. Czarny był jej ulubionym kolorem. Był taki sam jak jej dusza.
- Nie. To coś lepszego! - krzyknęła Dżejd i pokazała Kazi laptopa - Arctic Monkeys przyjeżdżają! Zarezerowałam nam bilety. Czy to nie cudownie?
Kamikazia spojrzała na nią swoim przenikliwym spojrzeniem i westchnęła.
- Jeśli do tego czasu nie zniszczycie domu, to może być.
Po kilku sekundach do pokoju wpadła też Dywan w spalonych ubraniach.
- Wiecie już, że...
- WIEMY! - wrzesnęły Jade i Kamyk.
Divan najwyraźniej zdziwiona tym, że cokolwiek wiedzą zrobiła taką minę jak Krecio, kiedy nie dostaje krwistego steka na obiad.
- Skąd wiecie? - spytała podejrzliwie.
- Jade wpadła rano, zwaliła mnie swoim piskliwym wrzaskiem z łóżka i mi powiedziała. - wytłumaczył Kamyk podchodząc obojętnie do tej sprawy.
Najtańszy perski dywan z Biedronki popatrzyła jeszcze przez chwilę na obie dziewczyny i wyszła obrażona z sypialni, a Jade po chwili uczyniła to samo podpalając tyłek Dywana kolejny raz w tym tygodniu. Rudowłosa Kazia ubrała się w fioletową sukienkę i czarne baleriny i zeszła razem z Kreciem na śniadanie, które z powodu zamieszania musiała zrobić sama.
- Dżejd! Dywan! Śniadanie gotowe! - wrzasnęła na cały głos wrzucając przy okazji krwistego steka do miski jej czarnego psa.
Odpowiadział jej tylko dźwięk jęczącego Dżejdziaka, powalonej przez Dywana, która tydzień temu zapisała się na kurs dywanmamate. Kret szybko zjadł swoje śniadanie i pozostawił swoją panią samą w chłodnej kuchni. Bo jak miało nie być chłodno, skoro okno było otwarte? Odgłosy walki ucichły. Najwyraźniej dziewczyny zachwycały się zdjęciem Alexa. Znudzona ciszą, która tak rzadko panowała w tym domu Kamikazia wyszła do ogrodu, gdzie jeż Dywana, którego postanowiła nazwać Wiejskie Ziemniaczki, ponieważ wtedy jadła je z Jade, leżał właśnie na tarasie i wygrzewał w blasku słońca. Kobieta położyła się na leżaku i patrzyła na piękny widok, który rozciągał się po ich ogrodzie. Kwiaty różnego koloru, które ozdabiały to, co kiedyś było kupą gruzu bujały się delikatnie na wietrze. Chociaż Lubelak twierdzi, że to jednak mogła być kupa. Dziewczyna zamknęła oczy, ale nagle oberwała od Divan pomidorem. Zerwała się więc i zaczęła ją gonić krzycząc ,,już po Tobie ty tania podróbko wełny!". Dywanuś zaprezentowała kilka ciosów, ale Kazia była zbyt OP, żeby oberwać. W tym czasie Jade w swoim fioletowym pokoju, w którym było pełno plakatów AM, podobnie jak u Dywana bawiła się swoim kotem rasy ragamuffin. Dżejd, która nie lubi nazywać zwierząt głupimi imionami tak jak Divan nazwała swojego kota Elza. Lubelak jednak zawsze wolał go nazywać ,,worskiem obślinionej sierści", co jej się nigdy nie podobało.
- Moja słodka kicia. - powiedziała dziewczyna i pogłaskała ją delikatnie.
Elzie najwyraźniej się to nie spodobało i zraniła ją w rękę. Jade zawyła z bólu i odsunęła się szybko od kotki.
- Ty wredna niewdzięcznico!
Wtedy do pokoju wpadł Lubelak ubrany w swoje ulubione dresy, który jeszcze się nie domyślił, że Kazia się w nim podkochuje i ma jego zdjęcie pod łóżkiem. Zrobiła je, kiedy jadł burgera w KFC. Jade zawsze chciała mu powiedzieć, ale stwierdziła, że tak nie wypada i pewnie zostałaby wygnana i skazana na wieczne męczarnie, więc sobie odpuściła. Po chwili wpadła tam zmęczona Kamikazia Unkowa Wojowniczka cała czerwona. Zauważyła Lubisia, więc zaczęła gorączkowo poprawiać fryzurę.
- H-hej... - wykrztusiła po chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz